KACPER MOROZ Radny Rady Miejskiej w Słupsku
Radny Rady Miejskiej w Słupsku

77 minut, które obnażyły strach ratusza. Dlaczego zablokowano minimum 300 milionów dla Ziemi Słupskiej?

Dzisiejsza sesja Rady Miejskiej w Słupsku (28 października 2026 r.) przeszła do historii lokalnego samorządu jako lekcja politycznego lawirowania i ucieczki przed odpowiedzialnością. Stawką była przyszłość miasta, dokończenie strategicznych inwestycji oraz konkretne pieniądze dla regionu. Niestety, zamiast rzeczowej dyskusji, obserwowano próbę zamiecenia trudnego tematu pod dywan i przesunięcia go do listopadowej zamrażarki.

O co toczyła się gra?

Przedmiotem sporu był przygotowany przez grupę radnych projekt uchwały (druk nr 35/2) wzywający Radę Ministrów do kontynuacji Rządowego Programu na rzecz zwiększania szans rozwojowych Ziemi Słupskiej po 2027 roku.

Przypomnijmy twarde fakty:

  • Program został stworzony przez rząd Premiera Mateusza Morawieckiego w 2019 roku z inicjatywy ówczesnego posła i rzecznika rządu Piotra Müllera, a jego budżet zwiększono w 2022 roku do 335 mln zł.

  • Wydłużenie programu do 2027 roku miało charakter wyłącznie organizacyjny – pozwoliło przesunąć niewykorzystane środki, ale nie dodało do puli ani jednej złotówki nowej alokacji.

  • Projekt apelował o przedłużenie programu do 31 grudnia 2032 roku oraz zabezpieczenie w budżecie państwa minimum 300 milionów złotych nowych środków, które są kluczowe m.in. dla dokończenia ringu miejskiego w Słupsku, powiązań komunikacyjnych z sąsiednimi gminami oraz modernizacji infrastruktury edukacyjnej i społecznej.

Co najważniejsze: uchwała miała charakter czysto stanowiskowy i nienormatywny. Nie kosztowała budżetu miasta ani jednej złotówki i nie tworzyła żadnych zobowiązań finansowych dla Słupska.

Dwa głosowania, przerwa techniczna i wolta radnych PiS

Choć projekt wcześniej trafił na komisje – gdzie żaden z radnych nie odważył się merytorycznie zmierzyć z jego treścią i wydać negatywnej opinii – prawdziwe emocje zaczęły się dopiero na sesji. Przewodniczący klubu Koalicji Obywatelskiej, Jan Lange, dwoił się i troił, aby zdjąć uchwałę z porządku obrad.

Przebieg zdarzeń doskonale ilustrują twarde dane z systemów eSesja:

  1. Godz. 11:27 – Pierwsze starcie: Wniosek o zmianę porządku obrad i wyrzucenie projektu upada. Za utrzymaniem uchwały w obradach opowiada się m.in. czworo radnych PiS (Tadeusz Bobrowski, Marzena Gmińska, Wojciech Lewenstam i Adam Treder), którzy głosują przeciwko wnioskowi KO (wniosek o zdjęcie nie przechodzi, wynosząc 9 za, 8 przeciw i 3 wstrzymujące się).

  2. Godz. 12:44 – Decydująca przerwa i wolta po 77 minutach: Po niespełna godzinie i trzydziestu minutach wniosek o wycofanie druku wraca ponownie – znów zgłasza go radny Jan Lange. Wtedy kluczowy ruch wykonuje szef klubu PiS, radny Adam Treder, który oficjalnie wnioskuje o przerwę. To właśnie ta zarządzona w tym momencie przerwa staje się decydująca. Gdy obrady zostają wznowione, sytuacja diametralnie się zmienia: ci sami radni PiS, którzy wcześniej chronili projekt przed zdjęciem, nagle głosują ramię w ramię z klubem KO ZA wyrzuceniem uchwały z dzisiejszej sesji. Uchwała zostaje ostatecznie zdjęta głosami 16 radnych.

Wystarczyło 77 minut i jedna przerwa wnioskowana przez szefa klubu PiS, by zapadła decyzja o poparciu wniosku KO i pomaganiu w zamrożeniu apelu o program, który w 2019 roku powołał do życia… własny obóz polityczny.

Kto stanął po stronie Słupska?

Warto w tym miejscu oddać sprawiedliwość tym, którzy nie ugięli się pod żadną presją i do końca twardo bronili interesu mieszkańców. Kiedy na placu boju o 300 milionów złotych dla Ziemi Słupskiej została garstka, na słowa uznania zasłużyli radni, którzy do samego końca głosowali przeciwko ucieczce od tego ważnego tematu: Beata Kątnik, Renata Stec, Jacek Zabiegły oraz Kacper Moroz, wnioskodawcy tego projektu.

Słupsk nie może czekać

Można ogłaszać przerwy, zdejmować druki z porządku obrad, odkładać decyzje na listopad i szukać dziwnych politycznych sojuszy. Prawdy jednak nie da się zamieść pod dywan. Ograniczenia rozwojowe związane z funkcjonowaniem bazy w Redzikowie nie znikną same z siebie, a samorządy potrzebują stabilnego finansowania z wyprzedzeniem.

Jako jedyny radny Rozwój Plus w Radzie Miejskiej w Słupsku, Kacper Moroz zapowiada, że nie zamierza odpuszczać. Skoro sprawę odrzucono do listopada, w listopadzie temat powróci. I wtedy mieszkańcy Słupska dokładnie zobaczą, kto realnie walczy o rozwój regionu.