7 listopada 2026 roku zapisze się w historii Słupska jako dzień, na który kierowcy, piesi i rowerzyści czekali od lat. Południowy odcinek Ringu Miejskiego, łączący ulicę Poznańską z ulicą Bohaterów Westerplatte, został oficjalnie oddany do użytku. Nowa arteria to bez wątpienia ogromny krok naprzód w komunikacji miejskiej i powód do autentycznej radości. Jednak za wystrzelonym podczas uroczystości konfetti, uśmiechami polityków Koalicji Obywatelskiej i propagandowym spacerem z „maluchem” na czele, kryje się historia gigantycznych opóźnień, drastycznego wzrostu kosztów i błędów w nadzorze, które jako przewodniczący Komisji Rewizyjnej bezkompromisowo punktował radny Kacper Moroz.
Oddanie do użytku czwartego etapu słupskiego ringu to moment, w którym każdy mieszkaniec ma prawo odetchnąć z ulgą. Trasa spinająca drogę krajową nr 21 z drogą wojewódzką nr 210 realnie odciąży zakorkowane centrum Słupska i ułatwi codzienne dojazdy tysiącom rodzin oraz przedsiębiorców. Radość z zakończenia prac nie może jednak oznaczać zbiorowej amnezji. Odpowiedzialny samorząd różni się od PR-owej agencji tym, że po przecięciu wstęgi potrafi rzetelnie podsumować rachunek i wyciągnąć twarde wnioski na przyszłość.
Fundament inwestycji: Rządowy program premiera Mateusza Morawieckiego
Podczas sobotnich uroczystości na nowym moście łączącym ul. Arciszewskiego z ul. Rybacką nie brakowało błysków fleszy, słodkich przekąsek, konfetti oraz wystąpień władz miasta i parlamentarzystów Koalicji Obywatelskiej. W oficjalnych przemówieniach próżno było jednak szukać rzetelnego przypomnienia o tym, komu Słupsk zawdzięcza finansowy fundament tego przedsięwzięcia.
Budowa południowego ringu nie ruszyłaby z miejsca, gdyby nie wielomilionowe wsparcie przyznane za czasów rządu premiera Mateusza Morawieckiego. Kluczowym źródłem finansowania inwestycji stał się ustanowiony przez rząd Zjednoczonej Prawicy „Rządowy program na rzecz zwiększania szans rozwojowych Ziemi Słupskiej” (będący realną rekompensatą za ulokowanie bazy tarczy antyrakietowej w Redzikowie) oraz środki z rządowych funduszy drogowych. To właśnie decyzje gabinetu Mateusza Morawieckiego zapewniły Słupskowi potężny zastrzyk gotówki z budżetu państwa, pokrywający pierwotnie aż 80 procent kwalifikowanych kosztów zadania (ponad 103 mln zł bezpośredniego dofinansowania do samego etapu, a łącznie z rezerwami i dodatkowymi transzami blisko 120 mln zł rządowego wsparcia).
Tymczasem obecni na otwarciu parlamentarzyści Koalicji Obywatelskiej z dumą wypinali piersi do orderów za inwestycję, do której obecna koalicja rządząca nie dołożyła w ramach programu ani jednej dodatkowej złotówki na pokrycie powstałej luki finansowej. Jedynym „sukcesem” obecnego obozu władzy było administracyjne wydłużenie ram czasowych programu (z 2026 na 2027 rok) – co zresztą okazało się konieczne wyłącznie dlatego, że słupski ratusz nie potrafił zrealizować inwestycji w pierwotnym terminie. Zamiast realnego wsparcia finansowego, mieszkańcy otrzymali od polityków KO uśmiechy na tle spadającego konfetti oraz rachunek na kilkadziesiąt milionów złotych, który trzeba było pokryć z kieszeni słupskich podatników.
Kronika wpadek: Od „bubla projektowego” po gigantyczną dziurę w budżecie
Słodko-gorzki smak sobotniego otwarcia wynika z twardych liczb, których nie da się przykryć nawet najbardziej huczną fetą. Inwestycja, która miała być wzorcowym przykładem rozwoju infrastruktury, stała się symbolem chaosu planistycznego i braku właściwego nadzoru właścicielskiego ze strony władz miasta.
| Parametr inwestycji | Pierwotne założenia | Stan faktyczny na dzień otwarcia (7.11.2026 r.) |
| Koszt inwestycji | ok. 128–129 mln zł (najniższa oferta w przetargu) | 181 mln zł dla samego IV odcinka (szacunki dla całego zadania i robót dodatkowych sięgały 200–215 mln zł) |
| Przekroczenie budżetu | Planowany wkład własny na bezpiecznym poziomie | Wzrost o 53 do nawet 86 mln zł ponad pierwotny kontrakt |
| Czas realizacji | 24 miesiące (planowane zakończenie w 2025 r.) | Ponad 3 lata (opóźnienie o ok. 18 miesięcy) |
| Dokumentacja projektowa | Zaktualizowana, opłacona w 100% jak za nowy projekt | Rażące rozbieżności ze stanem gruntu na placu budowy |
Lista potknięć i błędów, które towarzyszyły budowie południowego ringu, stanowi gotowy materiał szkoleniowy z tego, jak nie należy prowadzić strategicznych inwestycji miejskich:
-
Wadliwa dokumentacja projektowa: Ratusz oraz Zarząd Infrastruktury Miejskiej odebrali i opłacili aktualizację dokumentacji projektowej jak za w pełni nowy produkt, podczas gdy w praktyce otrzymano niemal niezmieniony, obarczony fundamentalnymi błędami pierwotny projekt.
-
Zaskoczenie warunkami gruntowymi: Po wejściu wykonawcy na plac budowy okazało się, że projekt ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. W okolicach ulicy Leśnej natrafiono na niezinwentaryzowane torfowisko, a przy ulicy Słonecznej na wody gruntowe pod wysokim ciśnieniem. Aby droga w ogóle mogła powstać, konieczna była wymiana aż 65 tysięcy metrów sześciennych gruntu oraz wbicie pod trasą ponad 3300 pali i kolumn wzmacniających.
-
Nieprzewidziane konstrukcje oporowe: W pewnym momencie okazało się, że bez budowy kosztownych murów oporowych i dodatkowego wzmocnienia skarp realizacja trasy jest niemożliwa.
-
Ignorowanie sygnałów ostrzegawczych: Zastrzeżenia dotyczące jakości dokumentacji, trudnych warunków gruntowych oraz fatalnej współpracy z projektantem pojawiały się w raportach Inżyniera Kontraktu na długo przed kulminacją kryzysu. Ostrzeżenia te nie spotkały się jednak ze zdecydowaną reakcją władz miasta.
-
Informacyjny chaos w ratuszu: Przez wiele miesięcy mieszkańcy byli zwodzeni kolejnymi nierealnymi terminami. Dochodziło do sytuacji kuriozalnych – jeszcze wiosną 2026 roku wiceprezydent Beata Chrzanowska z Koalicji Obywatelskiej publicznie deklarowała brak wiedzy o dokładnym terminie zakończenia budowy ringu, a lipcowe częściowe puszczenie ruchu odbywało się w warunkach placu budowy, bez gotowych ciągów pieszych i rowerowych.
Bezkompromisowa kontrola
Gdy władze Słupska próbowały bagatelizować narastające problemy i tłumaczyć kolejne aneksy „obiektywnymi trudnościami”, ciężar walki o jawność i poszanowanie publicznego grosza wziął na siebie Kacper Moroz – radny reprezentujący Rozwój Plus oraz ówczesny przewodniczący Komisji Rewizyjnej Rady Miejskiej w Słupsku.
Radny Kacper Moroz od początku kadencji konsekwentnie prześwietlał proces inwestycyjny. Już w lutym i wrześniu 2025 roku składał szczegółowe interpelacje, pytając prezydent Krystynę Danilecką-Wojewódzką o realny koszt końcowy ringu oraz powody opóźnień. Widząc brak transparentności ze strony urzędników, we wrześniu 2025 roku złożył oficjalny wniosek o przeprowadzenie kompleksowej kontroli budowy IV etapu ringu przez Komisję Rewizyjną.
Prace zespołu kontrolnego, który tworzył radny Bogusław Dobkowski i radny Kacper Moroz zakończyły się w lutym 2026 roku publikacją bezprecedensowego raportu pokontrolnego. Dokument ten czarno na białym obnażył:
-
Nienależyte przygotowanie inwestycji i brak rzetelnej weryfikacji dokumentacji projektowej przez służby miejskie.
-
Rażące błędy w nadzorze inwestorskim i właścicielskim ze strony ratusza oraz ZIM.
-
Konieczność wyciągnięcia konsekwencji personalnych, w tym postulat odwołania odpowiedzialnej za ten obszar wiceprezydent Marty Makuch, która między innymi za nadzór nad tą inwestycją, inkasuje ponad 7 tysięcy złotych miesięcznie dodatku specjalnego.
-
Pilny obowiązek zabezpieczenia interesów majątkowych miasta poprzez wystąpienie z roszczeniami odszkodowawczymi wobec projektanta.
W poczuciu obowiązku wobec mieszkańców, 26 lutego 2026 roku przewodniczący Komisji Rewizyjnej Kacper Moroz skierował do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na wyrządzeniu miastu szkody majątkowej w wielkich rozmiarach. Gdy zaś prokuratura – ograniczając się jedynie do minimum tzw. postępowania sprawdzającego – odmówiła wszczęcia śledztwa, Kacper Moroz nie złożył broni, inicjując na początku lipca 2026 roku zwołanie sesji nadzwyczajnej, by Rada Miejska mogła złożyć zażalenie w obronie milionów złotych należących do Słupszczan.
Jak to się skończyło? Radni koalicji rządzącej zbojkotowali posiedzenie rady, co przełożyło się na brak kworum, które umożliwiłoby podjęcie prawomocnej decyzji.
Dalsza reakcja obozu rządzącego miastem była wymowna. Zamiast rozliczyć winnych wielomilionowych błędów przy budowie ringu, radni Koalicji Obywatelskiej postanowili… ukarać tego, który te błędy ujawnił. Odwołanie Kacpra Moroza z funkcji przewodniczącego Komisji Rewizyjnej stało się najbardziej jaskrawym dowodem na to, jak bardzo niewygodne dla słupskiego układu władzy było patrzenie urzędnikom na ręce i zadawanie twardych, merytorycznych pytań o publiczne finanse.
Cieszmy się nową drogą, ale odzyskajmy pieniądze i wyciągnijmy wnioski!
Dziś, gdy po południowym ringu przestało już fruwać konfetti, a na nowy asfalt wyjechały pierwsze samochody, warto spojrzeć w przyszłość z chłodnym pragmatyzmem. Nowa trasa jest wielką wartością dla Słupska i należy się cieszyć, że po ponad trzech latach zmagań wreszcie służy mieszkańcom. Jednocześnie ratusz zapowiada już kolejne wielkie zamierzenia drogowe – w tym odcinek łączący ulicę Europejską z ulicą Gdańską oraz starania o północną nitkę ringu. Jest to o tyle ciekawe, że część radnych, z przewodniczącym Rady, Pawłem Szewczykiem (KO) i wiceprzewodniczącą Małgorzatą Lenart (szefowa klubu prezydenckiego) na czele, publicznie przyznaje, że miasto nie powinno na chwilę obecną budować kolejnych odcinków ringu.
Aby historia z południowego odcinka nigdy więcej się nie powtórzyła, władze Słupska muszą odrobić tę kosztowną lekcję. Jak konsekwentnie podkreśla radny Kacper Moroz – publiczne pieniądze nie tracą swojej wartości tylko dlatego, że zostały już wydane, a wstęga przecięta.
Przed prezydent Krystyną Danilecką-Wojewódzką stoi teraz najważniejszy test z gospodarności: 15 grudnia 2026 roku mija pięcioletni okres gwarancji i rękojmi na wadliwą dokumentację projektową ringu. Brak zdecydowanych kroków prawnych i zaniechanie walki o wielomilionowe odszkodowanie od projektanta na drodze cywilnej będzie oznaczać, że władze miasta lekką ręką darowały błędy, za które zapłacili wszyscy słupszczanie.
Cieszmy się z nowej, potrzebnej drogi. Ale pamiętajmy, że prawdziwy szacunek do mieszkańców nie wyraża się w rozdawaniu cukierków i puszczaniu konfetti w towarzystwie partyjnych kolegów, lecz w twardym pilnowaniu każdej publicznej złotówki. Do tej zasady radny Kacper Moroz – niezależnie od pełnionych funkcji w Radzie Miejskiej – pozostaje niezmiennie przywiązany.